Był to pierwszy koncert tego wspaniałego artysty i jednego z najlepszych skrzypków światowej sławy. Już od dawna zyskał sobie przydomek współczesnego 'drugiego Paganiniego'.
Nie jestem znawcą muzyki, ale jej wielką miłośniczką i muszę się przyznać, że gra Davida jest naprawdę poruszająca, bez względu na to czy prezentuje się na scenie jako muzyk crossoverowy, czy też jako wirtuoz muzyki klasycznej.
Można by powiedzieć, że urodził się ze skrzypkami w ręku (w każdym razie prawie ...).
I potem się już z nimi nie rozstawał.
Do tego często podczas występów klękał i grał.
Rozbrajające ...
Nie wiem, czy robi to nadal ...
Sam David mówi, zna trzy języki - angielski, niemiecki i język muzyki.
Dzięki temu potrafi się porozumieć ze swoimi fanami na całym świecie ...
Jak tu opisać wrażenia z koncertu, gdy każde słowo zdaje się za mało znaczyć i być absolutnie niewystarczające.
Było to fantastyczne wydarzenie i mam nadzieję, że jeszcze w niejednym takim będę uczestniczyć.
Na ostatniej płycie - Explosive - poza nowymi aranżacjami utwórow muzyki klasycznej - mamy również kompozycje samego Garretta. W sumie jest ich trzynaście.
Płyta warta jest mienia - udało mi się nawet kupić wydanie dwupłytowe.
Teraz trochę zdjęć z koncertu łódzkiego (z internetu) i trochę linków i może uda mi się tu zamieścić jakiś jeden czy drugi filmik.
To utwór, który porywa do tańca i nie można się temu oprzeć - tak przynajmniej twierdzą elfowie, a ja się z nimi zgadzam ;)
Jeden z moich ulubionych.
Łódź powitała skrzypka bardzo gorąco i bardzo owacyjnie, nawet niekiedy go zagłuszając,
a David to docenił i stwierdził, że zupełnie inaczej się gra, kiedy artysta spotyka się z takim gorącym odbiorem i aplauzem.
Skrzypek w swoim repertuarze ma też polskich kompozytorów.
Bardzo często gra Wieniawskiego, ale też Chopin nie jest mu obcy.
Zapraszam na nową aranżację Nocturnu ...
Tu zaś link do innego wykonania tegoż utworu - https://www.youtube.com/watch?v=8hw8QruuSkw
(Dodano: ta polska wstawka nie łączy się z łódzkim koncertem.)
I znowu wracamy do koncertu w łódzkiej Arenie.
A tak Łódź żegnała artystę ... po wielu zresztą bisach ...
Zapomniałam dodać, że nawet było 100 lat na zakończenie.
I żeby było śmieszniej, to David opuścił salę, grając, żeby w ogóle zakończyć koncert.
To teraz mała porcja wyjaśnień.
Dlaczego w tytule jest David Garrett - połowa marzenia.
To bardzo proste.
Moje marzenie się spełni całkowicie, kiedy posłucham Davida grającego Bacha, Brucha czy Mozarta w klasycznym wydaniu, w filharmonii - może w Łodzi lub w Katowicach.
To by była najprawdziwsza uczta.
I niech ta moja druga połowa marzenia spełni się jak najszybciej :)
Tylko popatrzcie i posłuchajcie.
Mam nadzieję, że przynajmniej dla niektórych wpis będzie ciekawy ...
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
I dziękuję, że zaglądacie, choć tak rzadko tu bywam.









