Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje 'pajęczynki'. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moje 'pajęczynki'. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

Światowy Dzień Życzliwości // World Day of Friendliness

Ten dzień jest dla mnie czymś wspaniałym !!!!!
Zachęcam wszystkich do jego celebrowania... Dlaczego ???



Bo oczywiście chodzi o wzajemną ludzką życzliwość...
Jest to jedna z tych cech, do których przywiązuję ogromną wagę. Twierdzę, że jest nie do przecenienia i nie do zastąpienia w stosunkach między ludźmi...


I za jednym z moich ulubieńców, czyli za Czesławem Niemenem mogę powtórzyć, że jednak nadal wierzę w to, że ludzi dobrej woli jest więcej...
Właśnie tak... Bo mimo wielu chwil zwątpienia nadal staram się w to wierzyć...
I wierzę również w to, że kiedyś bezinteresowna życzliwość stanie czymś powszednim i zagości na stałe  wśród ludzi.
Czego nam wszystkim jak najprędzej życzę...
Niech się tak stanie !!!
Bo taki piękny może być ten nasz świat !!!





 W tym szczególnym dniu pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie 
i oczywiście nawołuję do szerzenia życzliwości :)))))

czwartek, 21 marca 2013

Pierwszy dzień Wiosny // First Day of Spring

Ponieważ dzisiejszy dzień, poza nazwą, nic wspólnego nie tylko z wiosną, ale nawet z jej nadejściem nie ma, więc postanowiłam ją przywołać po irlandzku...

  EARRACH  !!! 

A przywołuję tę upragnioną i wytęsknioną wiosnę irlandzkim wizerunkiem tejże. 
Earrach oznacza po irlandzku właśnie wiosnę.
Dlaczego po irlandzku, bo Szmaragdowa Wyspa najbardziej mi się kojarzy z jakby pierwotnym rozbuchaniem przyrody, z oszałamiającą ilością różnych odcieni zieleni. 
A wszystko to świeżuśkie i przez ciepły deszczyk właśnie wymyte.
I taką właśnie wiośnianą widzę tę wyspę we wspomnieniach, a może w marzeniach...


NIECH NADEJDZIE !!!

piątek, 19 października 2012

Trochę jesieni i więcej... // Some of Autumn and More...

Witam wszystkich po długiej przerwie :)))

Dość dawno mnie nie było, ale w końcu  znowu udało mi się odezwać...
Co prawda za kilka dni wybywam na mały jesienny wypad nad morze (liczę, że będą jakieś fajne zdjęcia), ale potem może częściej uda mi się tu zaglądać, choć nie ukrywam, że jakoś ostatnio jestem mocno zapracowaną osobą.
Zupełnie zresztą tego nie rozumiem, bo podobno miałam mieć dużo (albo i więcej) wolnego czasu...

W każdym razie jakoś tak niepostrzeżenie jesień złota i polska i wysłoneczniona zawitała, co widać chociażby z mojego okna. I coraz większą ilością kolorów płoną drzewa wokół mego bloku, a słońce dodatkowe te przepyszne jesienne barwy wydobywa i podkreśla :)
Bardzo mi się to podoba i oby jak najdłużej taka aura się panowała.

I na tę właśnie okoliczność zrobiłam kilka zdjęć tej oszałamiającej kolorami i wyjątkowo pięknej jesieni.




Nie mogę się napatrzeć na to barwne bogactwo. Ileż odcieni, półtonów i przejść pomiędzy kolorami - praktycznie nie do uchwycenia zarówno za pomocą aparatu, jak i za pomocą pędzla malarza.
Napatrzeć się nie można i napodziwiać się nie można. Natura jest jednak nie do podrobienia !!!!!

A pod wieczór wszystko z lekka ciemnieje i tylko niebo zaczyna płonąć różowościami (które o dziwo nie rażą, a zachwycają) i ptaki się zbierają przed wspólnym lotem do podmiejskiej sypialni...



I tylko żal, że każdą wolną piędź ziemi wokół zastawiają coraz wyższymi blokami. Niedługo cały horyzont mi zabudują i widok z okna zepsowają - a to najwspanialsza część mojego mieszkania :)))
Czy nie mogłoby być jakoś inaczej????

wtorek, 3 lipca 2012

W moim magicznym domu... // In my Magic Home...

Mój domek ostatnio przechodzi różne (większe i mniejsze) przemiany. Będzie może trochę bardziej magiczny dzięki temu. Jakieś nowe specjalnie dobrane sprzęty, między innymi w planach są przeszkolone szafki na co bardziej ukochane książki.
Zaczęłam też - bardzo powoli - oprawiać różne 'dzieła' będące w moim posiadaniu. Trochę to jednak potrwa, ale będę się chwalić moimi kolejnymi oprawami. Chwilowo jednym :)



No cóż, nie jest to oryginał, ale dzięki oprawie zyskał na nobliwości i już prawie wygląda jak płótno, które stworzył sir Francis Bernard Dicksee, malarz, który co prawda formalnie nigdy nie był członkiem Braterstwa Prerafaelitów, ale cała jego twórczość jest z nim właśnie wiązana.
A ja miłością wielką kocham przecież prerafaelitów !!!
Co prawda, oryginał jest dużo piękniejszy niż moje też pięknie oprawione płótno, ale ja i tak jestem zachwycona i ciągle nie mogę się napatrzeć.
A poniżej prezentuję foto niedoścignionego oryginału (O Eru, jak oni malowali !!!).


A cóż obraz przedstawia. To tylko królowa świata elfów, której spojrzenie i wdzięk nie do opisania od zawsze niebezpieczne były dla śmiertelników; jak to widać na przykładzie zauroczonego młodzieńca w rycerskiej zbroi. Oj, rzadko się zdarzało, żeby którykolwiek z ludzi mógł się spod takiego uroku wyzwolić. No i trudno się dziwić.
Ale więcej o tym następnym razem.
A teraz chciałam jeszcze napisać o tym niesamowitym kwiecie, widocznym na tle obrazu, którym zostałam obdarowana i którym jestem zachwycona.


Pierwszy raz wiedzę hortensję w formie kwiatu ciętego, o subtelnym zapachu.
Dotychczas w 'naturze' zachwycałam się nim swego czasu podczas pobytu w Irlandii Północnej. Tamtejsze hortensjowe krzaczory były przepiękne i bezwstydnie chwaliły się swoim przepychem. Zresztą w ogóle tamtejsza przyroda miała to do siebie, że oczarowywała swoją bujnością przechodzącą często w urokliwe rozbuchanie i przyciągała wzrok feerią odcieni zieleni i innych barw zresztą też.
Prawie się czuję tak, jakby kawałek Irlandii zawędrował pod mój skromny dach i wabił mnie do następnych odwiedzin w tej czarownej krainie.
Ileż radości niesie obcowanie z naturą, chociażby w tak skromnym zakresie...



sobota, 5 maja 2012

Ulotne chwile... // The Ephemeral Moments...

Wczoraj dość wczesnym rankiem wędrowałam przez niewielki park. W pewnej chwili zawiał lekki wietrzyk i nagle znalazłam w środku białej mini zawiei, do tego pachnącej rozkosznie. Nie był to jakiś specjalny deszczyk spadający z nieba, lecz płatki białe i różowawe z drzew owocowych sypiące się na mą głowę i całą osobę zachwyconą.
Coś cudownego, choć ulotnego zarazem. Pisząc o tym i temu podobnych chwilach mam nadzieję, że dzięki temu ocalam choć trochę tę ulotność od zapomnienia. 
A wszystko to mogło się wydarzyć, bo w tej oazie zieleni, przez którą szłam sobie, nadal jest więcej różnistych drzew owocowych - pozostałości po dawnych wspaniałych sadach - niż drzew typowo parkowych.

Niestety, aparatu nie miałam przy sobie, więc nie udało mi się tego wiosenno-letniego, cudownie pachnącego opadu utrwalić. A zresztą, czy tak naprawdę by się to mogło udać.


To z takich właśnie drzewek (choć akurat nie z tego) spłynął na mnie nie ten urokliwy deszczyk. Chciałabym tylko dodać, podsumowując - oby częściej się takie przemiłe i czarowne momenty zdarzały :)

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Nie da się żyć bez czarowstwa i czarodziejskości...


Czy nie wymyślamy sobie czegoś, aby nie mierzyć się z rzeczywistymi problemami życia?
Bo może łatwiej walczyć ze smokami w czarodziejskim świecie, niż zmagać się z prozą codzienności? Z brakiem stabilizacji, szacunku, uznania i miłości, z ratami za kredyty, z wiecznym debetem na koncie, z siermiężną, ponurą, przytłaczającą rzeczywistością. Z tym "pyskiem nicości", o którym pisał Herbert, a który to pysk otwiera się coraz szerzej, pochłaniając nasze marzenia, ideały, dążenia, wizje przyszłości?
                                                                                                             Jacek Piekara /Alicja i ciemny las/


I coś z prawdy w powyższym cytacie jest, a nawet powiedziałabym więcej, tej prawdy jest całkiem sporo. Z tym, że w moim - jak najbardziej oczywiście osobistym odczuciu - tę siermiężność, ponurość, problemy ze spłacaniem kredytów łatwiej byłoby znieść i przezwyciężyć, gdyby nie pojedynczy ludź, a może nawet trochę więcej ludziów. I nie chodzi o ludzi w ogóle, ale najbardziej o tych, którzy są blisko nas, niekiedy niebezpiecznie blisko, a wtedy ich brak życzliwości, ich zdrada (w różnych aspektach rozważana), a niekiedy bezmyślność w postępowaniu 'zabijają' nas powoli, ale bardzo skutecznie. To te "zęby pyska" miażdżą nas z taką lekkością niespotykaną, że naprawdę trudno się oprzeć, a jeszcze trudniej się potem podnieść i dalej wierzyć światu czy próbować odbudowywać tę wiarę - raz po raz zresztą....



I dlatego trzeba szukać tej bajkowości wszędzie, gdzie się tylko da. Czy to w krainie smoków czy wróżek, czy też w otaczającej nas rzeczywistości (tak, tak, też można tu znaleźć całkiem sporo czarowstwa). Wtedy jakoś łatwiej zaczyna się oddychać, powietrze zdaje się bardziej rześkie, ramiona się nam prostują, głowę unosimy do góry i nawet smog na głównym skrzyżowaniu mniej zdaje się straszny, a i ludzie zaczynają jakby odzyskiwać niekiedy bardziej człowieczy wymiar.
Prezentowane przeze mnie zdjęcia mają ukazać taki trochę bajkowy charakter realnego świata (w tym wypadku akurat tracącego swe ostre kontury, które z lekka się rozmywają i sprawiają choć przez chwilę miło spowijającej nas miękkości). To kilka ujęć z miasta Szekspira. Stratford-Upon-Avon nie jest miejscem z XXI ani nawet z XX wieku. Tutaj czas się jakby zatrzymał i dzięki temu czułam się tam trochę jak w baśni może, a może jak czarodziejskiej krainie...
I tego mam zamiar się nadal trzymać :)






środa, 8 lutego 2012

Moje miejsce na Ziemi (zamiast wstępu)...

Zacisze Marille to takie moje specjalne miejsce. Jak sama nazwa wskazuje, króluje tutaj wspaniała cisza, wypełniona co najwyżej ptasimi trelami, muzyką niesioną przez powiewy wiatru oraz szmerem toczonych  rozmów - wszystko to razem koi nie tylko uszy, ale i duszę. Tu zawsze mogę zajrzeć i odpocząć chwilę w miłej atmosferze, sycąc oczy soczystą zielenią otaczających mnie ogrodów. Tu mogę się zanurzyć w innym świecie, czy to tolkienowskim, czy bułhakowowskim, czy też w światach Ekumeny lub Ziemiomorza.

Tutaj chciałabym zgromadzić najróżnorodniejsze artefakty związane z moimi wędrówkami, zainteresowaniami czy małymi prywatnymi odkryciami, a także zaprezentować i pochwalić się drobnymi sukcesami.
W Zaciszu pragnę się spotykać z ulubionymi bohaterami, postaciami, także z poznanymi ludźmi, elfami. Może z niektórymi uda mi się nawet nie tylko bliżej poznać, ale i zaprzyjaźnić.

Pragnę snuć sobie tutaj własną pajęczynkę wspomnień, pragnień, marzeń i przemyśleń :)